Kosmiczne negatywy (cz. 1)

Czas czytania: 17 minut

Minęły już prawie dwa miesiące od rozpoczęcia Nowego Roku. Czas na domknięcie listy podsumowań roku 2025. Dwuczęściowa pozytywna „lista przebojów” znajduje się pod tymi linkami:
https://ekliptykos.com/2026/01/10/kosmiczne-pozytywy-cz-1/
https://ekliptykos.com/2026/01/26/kosmiczne-pozytywy-cz-2/

Teraz czas na negatywy. Podobnie jak w przypadku pozytywów, Rok 2025 przyniósł kilka niespodzianek. Część z nich to poważne rozczarowania.

Lista rzeczy udanych i pozytywnych otworzyła nam rok. Nikt nie lubi wydarzeń negatywnych, ale czas poznać tę niemiłą listę. Wydarzenia przedstawię w kolejności od miejsca 10. do miejsca 1. I oczywiście jest to jedynie moja subiektywna ocena.

Każdy z Was z pewnością będzie miał własne zdanie na temat wydarzeń, które znajdą się w zestawieniu. Część, być może, w ogóle nie będzie uznana przez Was za negatywy.

Zestawienie tak jak za pierwszym razem, zawierać będzie wydarzenia „wyróżnione” – „honorowe negatywy”.

Zestawienie negatywów (tak jak pozytywy) będzie podzielone na dwie części.

Honorowe negatywy 🙃to wydarzenia, które według mnie, miały na tyle zły wpływ na branżę kosmiczną i badania kosmiczne, że muszą zostać wspomniane. Kolejność wydarzeń na liście wyróżnionej jest przypadkowa.

Oto one:
– Utrata kontaktu z sondą MAVEN – 6.12.2025r. NASA utraciła kontakt z jednym ze swoich marsjańskich satelitów: satelitą MAVEN ( Mars Atmosphere and Volatile Evolution). MAVEN badał ewolucję atmosfery marsjańskiej, tempo utraty jego atmosfery i rozkład gazów w traconej atmosferze. Badał oddziaływanie wiatru słonecznego ze słabą marsjańską jonosferą oraz mechanizmy utraty wody w atmosferze marsjańskiej. Satelita przyczynił się do naszego lepszego zrozumienia mechanizmów zachodzących w atmosferze marsjańskiej oraz ich powiązań z aktywnością słoneczną. Poznanie tych mechanizmów jest istotne z punktu widzenia czysto naukowych, ale również pod kątem ewentualnej przyszłej eksploracji marsjańskiej.
MAVEN oprócz przełomowych badań naukowych miał jeszcze inną – bardzo ważną funkcję, był elementem amerykańskiej części infrastruktury tzw. Mars Relay Network. To amerykańsko-europejska sieć łączności Ziemia-Mars w skład której wchodzą wybrane sondy badawcze na orbitach okołomarsjańskich. Te wybrane satelity, oprócz prowadzenia swoich docelowych badań naukowych, pełnią również rolę przekaźników m.in. dla łazików i lądowników na powierzchni Marsa. Testy tej sieci są kluczowe dla budowy (bliskiej) międzyplanetarnej sieci łączności, bez której nie da się w przyszłości prowadzić efektywnej eksploracji Marsa.
Nagła utrata sygnału nastąpiła 6.12.2025. Sonda podczas swojego obiegu wokół Marsa, wyszła zza planety znajdując się w zasięgu ziemskich nadajników Deep Space Network. Rutynowo powinna wtedy nawiązać łączność, co się nie stało. NASA powołała specjalną komisję ds. anomalii, która ma ustalić co stało się z sondą. Ostatnie fragmenty danych wskazują, że sonda z niejasnych przyczyn zaczęła się obracać, co uniemożliwiło nawiązanie łączności. Powinna wejść w tryb awaryjny i ułatwić nawiązanie łączności, co także nie nastąpiło. Na chwilę obecną rozważane przyczyny to: awaria komputera pokładowego, systemu naprowadzania, nawigacji i sterowania, zablokowany zawór lub jakieś zdarzenie energetyczne, które ją uszkodziło. Raczej wyklucza się zderzenie z innym obiektem.
Utrata łączności nastąpiła w najgorszym możliwym momencie. Mars wchodził wówczas na pozycję po drugiej stronie Słońca wobec Ziemi – koniunkcja (Słońce pomiędzy Marsem i Ziemią) miała miejsce 9.01.2026. Takie ułożenie planet uniemożliwiło efektywną komunikację i działania naprawcze.
Aktualnie NASA wydała komunikat, że wznowiła próby nawiązania łączności z sondą MAVEN (stan na 26.01.2026). Trzeba jednak założyć, że sonda jest stracona.

– niepowodzenie startu rakiety SPECTRUM – 30.03.2025r. doszło do pierwszej próby wystrzelenia prywatnej rakiety Spectrum, niemieckiej firmy Isar Aerospace z norweskiej bazy kosmicznej Andøya Space. Była to pierwsza próba startu w pełni prywatnej, europejskiej, kosmicznej rakiety nośnej. Jej udany start byłby wzmocnieniem europejskich zdolności kosmicznych i znacznym podniesieniem statusu norweskiej bazy, która stałaby się pełnoprawnym orbitalnym kosmodromem. Maksymalna szacowana ładowność tej rakiety to ok. 1t na niską orbitę (LEO) i 700 kg na SSO. Jest to dość mała (łączna wysokość 28 m) dwustopniowa rakieta zasilana mieszanką paliwową propan + ciekły tlen.
Rakietę udało się wystrzelić, co było pierwszym startem orbitalnym z kontynentalnej Europy, pomijając Rosję. Niestety po 20s lotu rakieta zaczęła się obracać schodząc z trajektorii (łączny czas lotu, łącznie z upadkiem wyniósł 30s). Doszło do awaryjnego wyłączenia silników przez system bezpieczeństwa. Rakieta spadła i eksplodowała nieopodal stanowiska startowego. Platforma startowa nie została zniszczona. Przyczyną awarii w trakcie lotu było niezamierzone otwarcie zaworu odpowietrzającego i utrata kontroli nad położeniem rakiety. Na pokładzie nie znajdowały się żadne ładunki.
Kierownictwo firmy niemal od początku mówiło, że celem nie jest dotarcie na orbitę (czego się nie spodziewali), a pozyskanie jak największej ilości informacji.
Wypadek z pewnością opóźnił prace, ale nic straconego. Drugi start jest już planowany w tym roku.

– niepowodzenie startu rakiety Eris – 30.07.2025r. kolejny nieudany debiut rakiety nośnej, tym razem australijskiej. Prywatna rakieta Eris byłaby pierwszą, australijską orbitalną rakietą nośną. Rakieta rozwijana jest przez firmę Gilmour Space Technologies. Jest to niewielka (łączna wysokość 25m), trzystopniowa rakieta nośna wykorzystująca hybrydowe metody zasilania (paliwo stałe + ciekłe), co jest dość unikatowe. Ładowność tej rakiety to 305 kg na orbity LEO i 500 kg na SSO.
Próba startu odbyła się z Bowen Orbital Spaceport w Australii. Ciekawe jest, że próba startu miała odbyć się już w maju 2025, ale doszło do niecodziennego incydentu odrzucenia owiewki ładunku na stanowisku startowym.
Właściwa próba lotu z lipca trwała zaledwie 14s, po czym rakieta w skutek niewystarczającego ciągu nieco przesunęła się w bok – efekt działania mechanizmów awaryjnych, po czym eksplodowała przy stanowisku startowym. Dzięki przesunięciu w bok stanowisko nie uległo poważnym uszkodzeniom. Przyczyną awarii były problemy z elektroniką. Druga próba, być może, będzie miała miejsce w drugiej połowie 2026r. Problemy Eris na tę chwilę wydają się poważniejsze niż te dotyczące rakiety Spectrum.

– nieudane lądowania chińskie – 3.12.2025 odbył się start dwustopniowych chińskich rakiet: prywatnej Zhuque-3 i państwowej Long March 12A. Obie skutecznie osiągnęły orbitę i podjęły próbę lądowań swoich pierwszych stopni. Obie próby lądowania zakończyły się fiaskiem. Zhuque-3 wydawała się bliższa realizacji celu. Opracowanie skutecznego odzyskiwania pierwszych stopni znacznie obniżyłoby koszty startów oraz zwiększyło konkurencyjność. Kolejne próby są planowane w 2026r.

– uszkodzenie platformy startowej Bajkonur – 27.11.2025 doszło do niespotykanej awarii. To właśnie tego dnia wystartowała kolejna misja załogowa sekcji rosyjskiej na ISS. Lot przebiegł bez zakłóceń, a załoga dotarła cało i bezpiecznie na stację. Problem w tym, że po drodze, podczas startu uszkodzona została platforma startowa 31/6 kosmodromu Bajkonur. Do kanału spalin runęła 20-tonowa platforma serwisowa, tuż pod rakietą, uniemożliwiając dostęp serwisowy do dolnej części. Problem polega na tym, że platforma ta, to aktualnie jedyne stanowisko startowe dla towarowych Progressów i załogowych Sojuzów na ISS. Brak startów to poważny problem dla funkcjonowania całej ISS.
Towarowe Progressy, gdy są zadokowane służą np. jako dodatkowy ciąg dla korygowania i podnoszenia orbity ISS (standardowe regularne korekty orbity ISS). Są też ważnym ogniwem dostaw zaopatrzenia. Kolejny start statku Progress już ma opóźnienie. Taka katastrofa jest bardzo niefortunna… Zobaczymy jak szybko Rosja upora się z problemem. Jej aktualny program kosmiczny w dużej mierze oparty jest o funkcjonowanie ISS.

Czas na zestawienie główne 🙃

Sukces na pstrym koniu jeździ. Przekonała się o tym firma Firefly Aerospace, która jest już na liście największych pozytywów ubiegłego roku na 2. miejscu z udanym lądowaniem księżycowym Blue Ghost! Teraz trafia na listę negatywów na miejscu 10. przez problemy ze swoją rakietą. 29.04.2025r. przeprowadziła lot rakiety Firefly Alpha z ładunkiem testowym dla Lockheed Martin. Podczas separacji stopni, pierwszy stopień eksplodował, uszkadzając dyszę silnika w drugim stopniu (odpadła) uniemożliwiając osiągnięcie prędkości orbitalnej. Rakieta co prawda osiągnęła wysokość 320 km, ale drugi stopień nie był w stanie wejść na orbitę, po czym spadł i uderzył w Ocean Spokojny. Utracony ładunek sam w sobie był prototypem platformy satelitarnej Lockheed Martin – LM400 i demonstracją dla potencjalnych klientów.

To jednak nie koniec problemów Firefly’a. 29.09.2025 podczas testów naziemnych doszło do kolejnej eksplozji dolnego stopnia tej rakiety. Testy miały miejsce tuż przed kolejnym startem dla… Lockheed Martin. Tym razem nie utracono ładunku, ale wypadek spowodował poważne opóźnienia. Miał to być powrót rakiety do regularnych startów. Oba wypadki są bardzo dużym problemem wizerunkowym firmy. Po sukcesie księżycowym Firefly miał szansę stać się poważnym graczem w branży kosmicznej – operator księżycowy z własnym systemem nośnym (trwają prace nad nową rakietą o większym udźwigu niż Alpha). Takie wypadki mogą spowodować problemy finansowe i utratę klientów. Być może ten rok będzie szansą na odbudowę pozycji. Firma jeszcze w tym roku planuje zakończyć loty pierwszej wersji rakiety (Block 1) i rozpocząć loty drugiej wersji (Block 2). Zanim to nastąpi, planuje się co najmniej jeden start starą wersją dla… Lockheed Martin. Po serii niepowodzeń, to może być kluczowy start dla utrzymania pozycji firmy i jej przyszłości w ogóle.

Rankiem 19.02.2025r. doszło do niekontrolowanej deorbitacji szczątków rakiety Falcon 9 v1.2 (Block 5) nad Polską. Incydent wynikał z usterki podczas manewru deorbitacji. Drugi stopień Falcona (o masie ok. 4 ton) nie spłonął całkowicie w atmosferze, a to co z niego zostało nie spadło do oceanu tak jak ma to miejsce zazwyczaj. Fragmenty drugiego stopnia, które spadły na Polskę pochodziły ze startu SpaceX Starlink (Group 11-4).
Od czasu do czasu takie incydenty – z różnymi szczątkami rakiet, satelitów itp. się zdarzają (w Europie średnio raz na 4 lata zgodnie z danymi POLSA), jednak to co wydarzyło się w związku z tą sprawą w Polsce jest delikatnie mówiąc nieporozumieniem.
Szczątki rakiety znaleziono dokładnie w 9 miejscach w Polsce (wszystkie w okolicach Poznania) – nota MSZ do Sekretarza Generalnego ONZ. Nie zawierały one substancji toksycznych, jednak w komunikacie prasowym POLSA rozsądnie przekazano, aby nie ruszać ich na własną rękę oraz zgłaszać ewentualne znaleziska policji. POLSA podkreśliła, że jest w stałym kontakcie z policją jak i ze SpaceX.
Jeden z poważniejszych przypadków stanowił upadek szczątków w hurtowni w miejscowości Komorniki (gmina w powiecie poznańskim). W tej sprawie toczyło się śledztwo prokuratury, postępowanie umorzono. Prokuratura wskazała, że były to zdarzenia losowe, aczkolwiek w trakcie śledztwa oszacowano straty w wysokości ok. 6 tys. zł.
Minister Obrony Narodowej stwierdził, że MON udzieli pomocy w uzyskaniu odszkodowania wszystkim, którzy doznali strat materialnych w skutek incydentu.
POLSA jako kozioł ofiarny? Sytuacja obnażyła poważne problemy instytucjonalne w naszym państwie. Żeby dokładnie zrozumieć powagę sytuacji i zamieszanie jakie z tego wyniknęło przyjrzyjmy się okolicznościom upadku szczątków Falcona. Systemy obronne państwa były wówczas w stanie podwyższonej gotowości ze względu na aktywność lotnictwa dalekiego zasięgu Rosji w związku z konfliktem zbrojnym na Ukrainie.
W tym zamieszaniu MON twierdził, że nie otrzymał informacji o ryzyku upadku szczątków Falcona w Polsce. Przyczyną miało być wysłanie raportu na jego temat na maila jednego z departamentów MON nieaktualnego od… pół roku. Śmieszno i straszno jednocześnie.

Trzeba od razu powiedzieć, że nikt – nawet najpotężniejsze sieci obserwacyjne na świecie – nie jest w stanie stwierdzić, gdzie i kiedy dokładnie spadną takie obiekty kosmicznego złomu.
Dobry przykład stanowi tegoroczna sytuacja z chińskim stopniem rakietowym ZQ-3 R/B o masie ok. 11 t, gdzie również istniało ryzyko jego spadnięcia w Polsce (szansa ta wynosiła mniej niż 1%, ale była).
I teraz tak, POLSA co tydzień wysyła (do właściwych ministerstw i służb) specjalne raporty zawierające starty i ważniejsze przewidywane deorbitacje. W przypadku gdy deorbitowane mają być obiekty >/= 1t raz dziennie sporządzany jest specjalny komunikat o takich zdarzeniach. I są to komunikaty informacyjne służące potencjalnej identyfikacji, gdy taki obiekt już spadnie (ponieważ jak już napisałem nie da się 100% stwierdzić, że dany obiekt spadnie w konkretnym miejscu).
W przypadku szczątków Falcona taki komunikat poszedł już 18.02 o 14:10. Trzeba wskazać, że jego odbiorcą nie był tylko MON (noty informacyjne POLSA trafiają też do MSZ i MRiT). POLSA twierdzi, że niemożliwością jest, aby wszystkie posiadane przez nią maile były nieaktualne, a brak informacji w MON wynika po prostu z tego, że inne ministerstwa zignorowały tę informację. Co ciekawe Dowództwo Kosmiczne USA również nie przekazało MON takiej informacji.
Sama procedura jest niewłaściwa, ponieważ premiera o takich sytuacjach powiadamia RCB. Tymczasem RCB nie ma podstaw do ostrzeżeń, ponieważ noty POLSA o upadkach to pewnego rodzaju „niedokładne prawdopodobieństwo”, a nie realna informacja o zagrożeniu. POLSA sporządza kilkadziesiąt takich not rocznie, niemożliwym jest, by każda była podstawą alertu RCB.
Przed incydentem maile POLSA trafiały do Agencji Rozpoznania Geoprzestrzennego i Usług Satelitarnych (ARGUS) działającej w ramach MON – to właśnie tu mail miał nie dotrzeć, która podawała informacje dalej wewnątrz MON. W mojej opinii łańcuszek przekazywania informacji był nieco za długi.
Bezpośrednim skutkiem tej kuriozalnej sytuacji było odwołanie ówczesnego prezesa Polskiej Agencji Kosmicznej przez MRiT (Ministerstwo Rozwoju i Technologii), któremu podlega POLSA. W mojej ocenie decyzja… kontrowersyjna. Czy słuszna, czy nie, zostawiam Wam do oceny.
Innym pozytywnym już skutkiem, była zmiana procedur przekazywania informacji. Po pierwsze, zaktualizowano wszystkie skrzynki mailowe 😅 Po drugie, wprowadzono system potwierdzania raportów sporządzonych przez POLSA przez MON.

6.03.2025r. lądownik typu Nova-C „Athena” misji IM-2 należący do firmy Intuitive Machines podjął próbę lądowania w okolicach bieguna południowego Księżyca. Elementem misji był Polar Resources Ice Mining Experiment 1 (PRIME-1) w okolicach krateru Shackleton niemal dokładnie na południowym biegunie Księżyca. Instrument PRIME-1 miał na celu poszukiwanie lodu wodnego. Głównych działań naukowych nie udało się przeprowadzić. Wszystko przez niepoprawne lądowanie i przewrócenie się lądownika. Operatorzy lotu potwierdzili, że lądownik jeszcze kilka razy koziołkował zanim ustabilizował się w kraterze. Nieudane lądowanie spowodowała awaria wysokościomierza. Podczas lądowania utracono także na chwilę komunikację z lądownikiem. Ostatecznie osiadł on na boku, a jego panele słoneczne nie miały odpowiedniej ilości światła słonecznego. Nie dość, że nie były skierowane w stronę Słońca, to jeszcze opadła na niego gruba warstwa pyłu księżycowego wzniesionego po feralnym lądowaniu. Udało się otrzymać kilka zdjęć zrobionych przez lądownik, ale głównej misji naukowej nie dało się przeprowadzić. Nie udało się również rozmieścić japońskiego łazika księżycowego Yaoki oraz hopera Micro-Nova (należący do Intuitive Machines) – mały oddzielny lądownik zdolny przemieszczać się skokowo.

Na pokładzie lądownika był też inny łazik księżycowy prywatnej firmy Lunar Outpost, którego także nie udało się uruchomić.
Łączność pomiędzy łazikami, a lądownikiem miały zapewnić systemy Nokii (dokładnie Nokia Bell Labs) o standardzie LTE. Nokia ma aspiracje do bycia w przyszłości operatorem łączności dla baz księżycowych. Jej systemy nie uległy uszkodzeniu i w bardzo ograniczonym zakresie udało się jej uzyskać dane z urządzeń – jednak główny test łączności siłą rzeczy nie mógł być przeprowadzony. Misja ta okazała się jeszcze większą porażką, niż również nie do końca udana misja IM-1 z 2024 gdzie lądownik „Odysseus” złamał jedną z podpór i również przechylił się na bok.
Misja IM-2 na powierzchni Księżyca trwała niecałe 13h nie wypełniając swoich celów. To już druga nie do końca udana misja księżycowa IM. Wiadomo już, że będzie podjęta trzecia próba – być może do trzech razy sztuka.
Co ciekawe na pokładzie rakiety wynoszącej lądownik „Athena” znajdowały się inne misje, takie jak:
– Statek kosmiczny Odyn (misja Brokkr-2) firmy AstroForge – misja do małej asteroidy/meteoroidu (rozmiar 3-13m) 2022 OB5: test badania metaliczności i systemów górnictwa kosmicznego – utrata łączności przez awarię naziemną;
– Lunar Trailblazer – księżycowa misja NASA mapowania złóż wodnych (lód, uwodnione minerały) na Księżycu; Dla NASA była to bardzo ważna misja, próby odzyskania łączności trwały aż do lipca – bezskutecznie, utrata misji;
– mały łazik księżycowy od MIT: AstroAnt – utracono;
– stan 3 innych satelitów nieznany

Ogółem był to jeden z najbardziej pechowych lotów jakie widziałem. Prawie wszystkie statki kosmiczne o których wiadomo, zostały utracone już w kosmosie.

Lot drugiego Polaka w kosmos z 25.06.2025 znajduje się na liście głównej pozytywów na miejscu 5. Oczywiście sama misja jest pozytywem, ale wszystko co działo się wokół tej misji, zasługuje na poważną krytykę.
Wydarzenie, które miało szansę rozpalić fascynację tematem kosmosu, być nowym impulsem do promocji nauk ścisłych i ogólnego rozwoju technologii zostało niestety w bardzo głupi sposób zmarnowane. W mediach nie przedstawiano np. urządzeń technologicznych, które poleciały na ISS jak np. jednostka przetwarzania danych LeopardISS, która pozostała na stacji. Przewidywany termin zakończenia jej działania to listopad 2025 (w listopadzie 2025 była informacja, że urządzenie jeszcze działa). Wybrane eksperymenty polskiej misji IGNIS przedstawiam tu: https://ekliptykos.com/2025/11/08/wiesci-z-ekliptyki/.

W polskich mediach brak było rzetelnej informacji o eksperymentach, które będą realizowane podczas tej misji. Owszem na stronie MRiT są patche i opisy wszystkich – jednak to chyba trochę za mało. Na platformach społecznościowych tu i ówdzie pojawiały się takie listy, ale to inicjatywy prywatnych osób i organizacji.
Tymczasem na oficjalnych konferencjach w mediach (w tym publicznych) przedstawiane były informacje typu: w kosmos zabieramy pierogi. Przyznam się, że był taki moment, że nie mogłem już słuchać o tych nieszczęsnych pierogach. Była to główna informacja, która trafiła do świadomości społecznej. Ale nawet informacja o tych pierogach była nierzetelna. Po pierwsze – były one elementem inicjatywy Bonus Food ESA. Jest to projekt mający na celu zaopatrzenie astronautów biorących udział w misji kosmicznej w specjalną żywność, będącą dodatkiem do ich standardowego menu – poprawiający komfort psychiczny, zwłaszcza w misjach długoterminowych, np. Sophie Adenot – francuska astronautka misji Crew-12 również ma do dyspozycji duży, spersonalizowany zestaw posiłków w tym m.in.: zupa cebulowa z różowym pieprzem i grzankami, duszona wołowina z czarnym czosnkiem; desery: pudding ryżowy z kokosem i wędzoną wanilią oraz krem czekoladowy z orzechami laskowymi i kawą i inne. Jest to nowy standard ESA. W lot ze Sławoszem Uznańskim-Wiśniewskim również poleciały inne dania, o których ciężko było znaleźć wzmiankę, np.: pomidorowa z makaronem orzo, kruszonka z jabłkiem i warzywne leczo z kaszą gryczaną. Ciekawostką jest, że nieszczęsne pierogi nie leciały bezpośrednio w locie załogowym Ax-4. Poleciały wcześniej misją towarową w kwietniu (razem z flagą Polski).

Niestety tak jak w przypadku incydentu z upadkiem szczątków rakiety Falcon 9 broniłem Polskiej Agencji Kosmicznej, tak w tym przypadku nie da się tego obronić. Komunikacja z mediami była fatalna. Informacje o opóźnieniach startu lotu były szczątkowe, lub nie było ich wcale a opinia publiczna była stawiana przed faktem dokonanym. Brak było informacji o tym, że takie opóźnienia (nawet wielomiesięczne) w lotach kosmicznych są czymś normalnym, że nie jest to już teraz natychmiast – a niestety tak było to przedstawiane. I to nie wina tylko POLSA, ale mediów w ogóle. Fatalna komunikacja dotycząca wydatkowania misji – całość sfinansowana ze standardowych składek Polski na ESA, 278 mln zł (różne szacunki wynikają z wahań kursów walutowych) nie było nadmiarową kwotą. Cały koszt wyprawy obejmuje koszty dzielone (część z wkładów prywatnych firm i instytucji naukowych realizujących eksperymenty). Realne korzyści przemysłowe:
– Spin-offy i granty ESA BIC – firmy dostarczające hardware i software na ISS są kwalifikowane do programów badawczych (obserwacja Ziemi, teledetekcja, itp.);
– wspomniany już LeopardISS już otrzymał komercyjne zamówienia na jednostkę przetwarzania danych dla małych satelitów;
Do tego dochodzi soft power, budowa marki i pozycji międzynarodowej.

Należy również wspomnieć o poważnych uchybieniach dotyczących zabezpieczenia praw do symboli misji (patchy). W mediach pojawiły się poważne zarzuty dotyczące braku zabezpieczenia praw Polski do loga i symboli własnej misji! Trzeba pamiętać, że lot Axiom-4 na ISS (której częścią była IGNIS), był lotem PRYWATNYM. Państwa takie jak Węgry i Indie opłaciły lot swoich astronautów bezpośrednio u operatora i zachowały pełne prawa do symboli własnych misji. Polska misja był realizowana ze składki ESA i to ESA jest właścicielem licencji. Istniała jednak możliwość zastrzeżenia praw w takim przypadku – czego, jak wynika z doniesień medialnych ani Polska ani POLSA jako instytucja nie uczyniły. Polskie firmy nie mogą zatem (bez nabycia zgody i licencji od ESA) produkować np. gadżetów z insygniami tej misji nie łamiąc prawa. Jak się okazuje prawa takie ma zagraniczna, holenderska firma, która podpisała stosowną umowę z ESA. Bulwersująca i kuriozalna sytuacja.

To jednak nie koniec gorzkich atrakcji jakie są związane z tą misją. Okazuje się, że POLSA nie posiadała żadnego planu marketingowego na działania po powrocie Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego. Donoszono o dziwnych zwolnieniach w Agencji w trakcie i po tej misji – zwolnienie np. rzeczniczki prasowej na dwa tygodnie przed misją (zwolnienia poniekąd powiązane z zamieszaniem wokół upadku szczątków Falcona). Krótko po powrocie astronauta miał być objęty „blokadą medialną”, co tylko pogłębiło negatywne odczucia związane z misją. Ostatecznie w sprawę włączyło się Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego i to ono zorganizowało tournée astronauty.
Pojawiały się również informacje o wręcz „bojkotowaniu” przez Agencję kontaktów z dziennikarzami lub propagatorami nauki, którzy głośno podnosili kwestie nieprawidłowości.

Niestety nie chcę tego, ale nie uniknę podniesienia tematu dużej złej woli, która towarzyszyła tej misji. Misja została bezpośrednio włączona w bieżące spory polityczne i stała się przedmiotem tego sporu. Część narracji medialnej, decyzji i działań wokół misji była podejmowana politycznie, co przełożyło się na negatywny społeczny odbiór misji.
Jeżeli chcemy coś znaczyć i się rozwijać, część działań musi być wyłączona z bieżących sporów politycznych.
Tylko i aż miejsce 7.

CDN.

Odkryj więcej z Ekliptykos

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej