Czas czytania: 16 minut
22 kwietnia obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Ziemi. Z tej okazji chciałbym zaprosić Was na podróż przez wszystkie warstwy ziemskiej atmosfery.
Wiele mówi się o zmianach klimatu i konsekwencjach jakich wszyscy przez nie doświadczymy. Wielu z nas nie zdaje sobie jednak sprawy, jak skomplikowanym mechanizmem jest ziemska atmosfera.
Podróż rozpoczniemy od powierzchni planety i stopniowo będziemy poruszać się w górę. Zapinamy pasy i ruszamy.
Pierwszym poziomem będzie troposfera. Najniższa warstwa atmosferyczna, która rozciąga się od powierzchni. Górna granica jest zmienna i jest związana z szerokością geograficzną (najcieńsza przy biegunach, najgrubsza na równiku) jak i porą roku – latem jest grubsza. Najniższą wysokość osiąga na biegunach zimą, gdzie kończy się już na wysokości 6 km. Na naszych szerokościach geograficznych sięga 12 km w górę latem, na równiku może dochodzić nawet do 20 km – osiąga zatem tzw. linię Amstronga, jako granicę podaje się jednak zazwyczaj 17 km.
Linia Amstronga – linia, której wysokość waha się pomiędzy 18,9 km, a 19,35 km n.p.m. Jest to linia wyznaczająca strefę, w której z powodu bardzo niskiego ciśnienia, woda zaczyna wrzeć w okolicach temperatury ciała człowieka ok. 37°C. Pilot latający na tej wysokości lub wyżej, musi używać hermetycznego kombinezonu ciśnieniowego.
W troposferze zachodzi większość zjawisk atmosferycznych, oraz występuje większość ziemskich chmur. W warstwie tej następuje spadek temperatury wraz z wysokością. Zjawiskami pogodowymi występującymi w troposferze zajmuje się meteorologia i klimatologia. W jej najniższych warstwach na ruchy powietrza ma wpływ tarcie mas powietrza o powierzchnię planety. Jest to tak zwana planetarna warstwa graniczna (PBL). Część, która styka się z powierzchnią to przypowierzchniowa warstwa graniczna. Planetarna warstwa graniczna rozciąga się do mniej więcej 2 km w górę, gdy tarcie mas powietrza o powierzchnię planety przestaje odgrywać istotną rolę (oczywiście są wyjątki np. wysokie szczyty górskie). Co ciekawe, na tym poziomie ruchy atmosferyczne są tożsame z ruchami cieczy. Dlatego też jeśli chcemy zrozumieć zjawiska i ruchy mas powietrza na tym poziomie, musimy stosować mechanikę płynów. Bardzo silny wpływ na atmosferę ma tu również konwekcja – pionowe ruchy powietrza wynikające z różnicy temperatur. PBL zwany jest również inaczej peplosferą. Można wyróżnić jeszcze dwa inne rodzaje warstw granicznych:
– CBL – konwekcyjna warstwa graniczna, warstwa troposfery, w której głównym czynnikiem decydującym o ruchach mas powietrza jest ogrzewanie powierzchni Ziemi przez Słońce (co wywołuje konwekcje). Na Ziemi w zasadzie pokrywa się ona z warstwą PBL. (Co sprawia, że w dolnej troposferze często występują silne turbulencje);
– SBL – Stabilnie uwarstwiona planetarna warstwa graniczna, można powiedzieć, że mechanizmy działające w SBL, przeciwstawiają się turbulencjom powietrza wywołanym przez mechanizmy działające w PBL i CBL. Powoduje ochładzanie się mas powietrza. Jest silnie zależna od cyklu dobowego planety. Współwystępuje z CBL i PBL. Dla zainteresowanych polecam zapoznać się z hamowaniem konwekcyjnym (główne zjawisko odpowiadające za SBL).
Warto wspomnieć, że to właśnie w troposferze formują się pasaty – występujące w strefie międzyzwrotnikowej wiatry mające ścisły związek z ruchem obrotowym Ziemi.
Troposfera występuje również na innych planetach Układu Słonecznego. Na Wenus warstwa troposfery sięga nawet 65 km nad powierzchnię planety. To właśnie w górnych warstwach troposfery Wenus występują grube warstwy chmur kwasu siarkowego. Na Marsie troposfera sięga 40 km nad powierzchnię planety (tak jak Wenus nie posiada jednak stratosfery, a tropopauza wyznacza od razu mezosferę). Tytan, jeden z księżyców Saturna, również posiada troposferę sięgającą przy tamtejszym równiku 44 km.
Górną granicę troposfery wyznacza tropopauza, która oddziela ją od stratosfery. Tropopauza wyznacza granicę, w której zwiększanie wysokości nie powoduje już dalszego ochłodzenia. Gwałtownie spada również zawartość pary wodnej w powietrzu. Strefie tropopauzy towarzyszą również niezwykle silne strumienie powietrzne, tzw. prądy strumieniowe lub inaczej „jet stream’y” Wiatry osiągają tam prędkość średnio ok. 108 km/h (najwyższa zanotowana sięgała 400 km/h!). Trzeba jednak pamiętać, że występują przy niskim ciśnieniu atmosferycznym ok. 200 hPa. Jet stream’y są odpowiednikiem oceanicznych prądów morskich. Wpływa na nie efekt Coriolisa, co powoduje, że zawsze przemieszczają się z zachodu na wschód. Prądy strumieniowe silnie wpływają na organizację ruchu lotniczego. Gdy samolot leci z zachodu na wschód, będzie wykorzystywał prąd strumieniowy. Jest to związane z dużą oszczędnością paliwa i czasu (nawet jeśli na pierwszy rzut oka, trasa samolotu wydaje się dłuższa). Przy locie na zachód, samoloty unikają prądów strumieniowych jak mogą. Prądy strumieniowe „zahaczają” o stratosferę, co dodatkowo wpływa na ich atrakcyjność. Pozwalają uniknąć pilotom niespokojnej i pełnej turbulencji troposfery. Prądy są silniejsze zimą niż latem. Związane są również z tzw. falami Rossby’ego, komórkami Hadleya i Ferrela. Są to jednak elementy wielkoskalowej mechaniki naszej atmosfery i nie będę się tu w nie zagłębiał (przynajmniej nie w tym artykule, zaznaczam jednak że istnieją 😉).
Powyżej tropopauzy zaczyna rozpościerać się stratosfera. Na średnich szerokościach geograficznych zaczyna się na wysokości 10 km. Sięga ok. 50 km w górę. Udowodniono, że pomiędzy troposferą a stratosferą istnieją pionowe mechanizmy cyrkulacji powietrza. Najbardziej znanym jest tzw. obieg Brewera-Dobsona, który w dużym skrócie polega na schładzaniu dużych mas powietrza równikowego, które przedostaje się do stratosfery, po czym opada w wyższych szerokościach geograficznych. Proces ten zwany jest wychłodzeniem warstwy tropikalnej. Powszechna opinia naukowców jest taka, że cyrkulacja ta będzie słabnąć pod wpływem globalnego ocieplenia.
Stratosfera charakteryzuje się wzrostem temperatury wraz z wysokością (nie tak gwałtownym jak w termosferze). Jednak ciśnienie na tych wysokościach to już tylko 1 hPa. W stratosferze pary wodnej jest mało. Wciąż jednak mogą formować się chmury. Na tych wysokościach są to tzw. obłoki perłowe. Występują one w strefach polarnych.
W stratosferze występuje bardzo ważna, z punktu widzenia życia na Ziemi strefa. Jest to tzw. warstwa ozonowa lub ozonosfera. Rozciąga się ona na wysokościach 10-50 lub częściej 20-40 km. Najwyższe stężenie znajduje się na wysokości 32 km. Ozon to alotropowa odmiana tlenu – składająca się nie z dwóch, lecz 3 cząstek tlenu. Ozon sam w sobie jest trujący. Jest również jednym z najsilniejszych znanych utleniaczy. W stratosferze pełni rolę warstwy ochronnej. Powstaje poprzez reagowanie tlenu „zwykłego” z ultrafioletowym promieniowaniem słonecznym, co oznacza, że nie tylko pochłania promieniowanie ultrafioletowe (UV), ale również przyczynia się ono do jego powstawania. Ozonosfera ogólnie umożliwia istnienie lądowego życia na Ziemi.
Słońce generuje trzy rodzaje promienowania UV: UV-A, UV-B, UV-C, o długościach fal:
- UV-C – długość fali: 100–280 nm
- UV-B – długość fali: 280–315 nm
- UV-A – długość fali: 315–380 nm
Im dłuższa długość fali, tym bardziej jest ona zbliżona do światła widzialnego i tym samym jest mniej szkodliwa. Ogólna zasada jest taka, że im krótsza fala, tym wyższą posiada energię i tym bardziej jest szkodliwa. Ozonosfera pochłania UV-C w całości, w niewielkim stopniu przepuszczając UV-B (3% promieniowania UV docierającego do Ziemi).
UV-A dociera do powierzchni w całości, umożliwiając opalanie. Ale pamiętajcie, żeby dostosowywać je do swojego organizmu i stosować zdrowy rozsądek. Miejmy na uwadze, że opalenizna to w gruncie rzeczy reakcja obronna organizmu. Pamiętajmy też, że promieniowanie UV-C jest co do zasady blokowane przez ozonosferę, jednak może ono docierać do Ziemi w wyniku osłabienia warstwy ozonowej, które w skrajnych przypadkach przybiera postać tzw. dziury ozonowej.
W wyniku protokołu montrealskiego, produkcja chemikaliów powodujących osłabianie lub niszczenie warstwy ozonowej spadła niemal do zera (nadal zdarzają się jednak niechlubne wyjątki i wykorzystywanie nowych środków niszczących ozon). W strefach okołobiegunowych dziura ozonowa miała największy zasięg (na biegunie południowym objęła niemal całą Antarktydę). Szacuje się, że jeśli nie wystąpią nowe czynniki zakłócające odbudowywanie się warstwy ozonowej, całkowite jej zregenerowanie nastąpi ok. 2060 r.
To właśnie pochłanianie promieni UV przez ozon odpowiada za zauważalny wzrost temperatury w stratosferze.
Nie tylko masy powietrza przedostają się z troposfery do stratosfery. Czasem dzieje się tak również z wyładowaniami atmosferycznym. Mamy wtedy do czynienia ze zjawiskiem znanym jako „blue jests”. Blue jets, jest bardzo potężnym wyładowaniem, które powstaje podczas „normalnego” wyładowania, jest jednak skierowany… do góry. Ładunek elektryczny niebieskiego jeta, może być nawet do 100 razy silniejszy od „zwykłego” pioruna. Blue jety mają również słabo zbadanego kuzyna – Blue starters. Oba zjawiska należą do rodziny tzw. wyładowań atmosferycznych w górnych warstwach atmosfery. Innym niezmiernie interesującym zjawiskiem mającym miejsce w stratosferze są tzw. ciemne błyskawice (inaczej ziemski błysk gamma – TGF). Mechanizm powstawania tego zjawiska, nie jest jeszcze do końca znany. Zjawisko z pewnością powiązane jest z „klasyczną” burzą. Odkrycie zjawiska nastąpiło dopiero w 1994 r. Proponowane mechanizmy zjawiska są niezwykle skomplikowane (np. elektrony powstające podczas „normalnej” burzy są rozpędzone do niemal prędkości światła, po czym zderzają się z atomami atmosfery). Proponowanych wyjaśnień jest kilka, wiadomo jednak, że wyładowaniom TGF towarzyszą elektrony i…pozytony (kuzyn elektronów z antymaterii mający dodatni ładunek).

https://www.esa.int/ESA_Multimedia/Images/2018/
04/Electrical_discharges_in_the_atmosphere
(fenomeny w wysokich partiach atmosfery związane z burzami)
Stratosfera jest osiągalna dla balonów atmosferycznych (balon stratosferyczny może osiągnąć stratopauzę – balon BS 13-08 osiągnął wysokość 53,7 km w 2013 r.)
W Układzie Słonecznym nie licząc gazowych i lodowych gigantów stratosferę posiada jedynie Tytan – największy księżyc Saturna.
Granicę stratosfery wyznacza stratopauza. W stratopauzie temperatura stabilizuje się i osiąga ok. 0°C (pamiętajmy jednak o bardzo niskim ciśnieniu – 1/1000 ciśnienia na poziomie morza).
Ponad stratopauzą rozpościera się mezosfera. Jej dolna granica znajduje się ok. 45-50 km, a górna kończy na wysokości 85-90 km. W mezosferze ponownie spada temperatura wraz z wysokością.
W mezosferze wciąż mogą występować chmury – tzw. obłoki srebrzyste (polarna chmura mezosferyczna – PMC). Formują się na wysokości 75-85 km, w wyższych szerokościach geograficznych (są widywane w Polsce). Mechanizm ich powstawania nie jest do końca jasny. Wiadomo, że w przeciwieństwie do innych chmur, mogą powstawać bezpośrednio z kryształków lodu (wiadomo, że krystaliczne chmury tworzą się również na Marsie na wysokości 100 km). W mezosferze wciąż mogą występować pionowe ruchy powietrza z niższymi warstwami atmosfery. W mezosferze wciąż istotne są zjawiska atmosferyczne takie jak Fale Rossby’ego, silne wiatry strefowe, pływy atmosferyczne czy atmosferyczne fale grawitacyjne (nie mylić z falami grawitacyjnymi w kosmologii!). Co ciekawe procentowa zawartość cząstek w mezosferze nie ulega zmianie i jest taka sama jak niższych warstw atmosfery (chociaż oczywiście rozrzedzona).
To właśnie w mezosferze powstaje większość meteorów. Meteoroidy spalają się w dużej mierze właśnie w tej części atmosfery co wzbogaca ją m.in. o metale ciężkie takie jak żelazo. Balony i zwykłe samoloty nie docierają już do tej warstwy.
W górnej mezosferze pojawia się już jedna z warstw jonosfery (tzw. warstwa D, pojawiająca się tylko za dnia, w określonych warunkach). Osobiście uważam jonosferę za jedną z cech jakie może mieć planeta. Pierwszą jest oczywiście atmosfera, drugą pole magnetyczne, trzecią jonosfera, czwartą plazmosfera, piątą może stanowić pole grawitacyjne. Wszystkie mają swoją własną strukturę.
W górnej mezosferze zaczynają również pojawiać się zorze. Zorza mezosferyczna została potwierdzona dopiero w 2018 r. Ma ona zielony kolor. Mezosfera znajduje się poniżej stabilnych orbit wokołoziemskich (na chwilę obecną to ok. 400 km, chociaż trwają prace nad wyznaczeniem niższych stabilnych orbit tzw. VLEO – bardzo niska orbita okołoziemska).
W mezosferze mają miejsce wyładowania atmosferyczne w górnych warstwach atmosfery:
– Gigantic jets: wydają się przedłużeniem blue jets, mają jednak kolor czerwony. Powstają gdy ujemny ładunek burzowy „przebija się” w górę do jonosfery. Są podobne do „czerwonych duszków”.
Red Sprite (czerwone duszki): często występują w skupiskach. To zjawisko naprawdę może zadziwić. Jak nazwa wskazuje, najczęściej mają kolor czerwony lub pomarańczowy, zdarzają się też jednak zielonkawo-niebieskie. Duszki są czasem poprzedzone czymś co wygląda jak aureola (zwana aureolą duszka) co jeszcze bardziej podbija ich tajemniczy wygląd. Występują na całej rozciągłości mezosfery. Red Sprite nie jest wyładowaniem atmosferycznym w górnych warstwach atmosfery (chociaż jest ściśle powiązany z burzami). Duszki są zjawiskiem zimnej plazmy. Czerwonym duszkom, czasem towarzyszy „Ghost” – GreenisH Optical emission from Sprite Tops. Zjawisko udało się zaobserwować (i udokumentować) dopiero w 2019 r. Jest to zielona poświata, która powstaje w obrębie czerwonego duszka. Zjawisko trwa bardzo krótko (milisekundy) ale jest wyraźne.

Zdjęcie duszka w podczerwieni
Jeszcze wyżej w obrębie mezopauzy występuje kolejne niezwykłe zjawisko zwane ELVES. Elfy są zjawiskiem świetlnym, które spowodowane są impulsem elektromagnetycznym (burze są źródłem impulsów elektromagnetycznych, dlatego wystarczająco silna burza jest w stanie „usmażyć” sprzęty elektryczne w okolicy). Elfy występują bardzo wysoko, na wysokości ok. 100 km. Najczęściej przyjmują postać przyćmionej, rozszerzającej się poświaty w kształcie pierścienia na niebie (często czerwonej). Powstają prawdopodobnie wtedy (przypuszczenie) gdy impuls elektromagnetyczny rozchodzi się w jonosferze. Mogą im towarzyszyć duszki, jednak mechanizm obu zjawisk jest zupełnie inny.

(zdjęcie „Elfa”)

(często „elfy” i duszki występują razem, trzeba przyznać, że robią wrażenie)
Mezosfera jest również źródłem tzw. poświaty – słabej emisji światła przez samą atmosferę (nawet w ciemną noc, „nieskażoną” zanieczyszczeniem świetlnym niebo nie będzie całkiem czarne). Za zjawisko odpowiada szereg mechanizmów fizycznych i chemicznych (choćby powstawanie tlenku azotu – wydzielany jest foton). Zjawisko poświaty było znane już m.in. Arystotelesowi.
Mezosferę posiadają także (nie licząc gigantów) Wenus na wysokości mniej więcej 65-100 km, na Marsie 70-100 km i na Tytanie. Na Tytanie na wysokości 520 km(!), występuje warstwa aerozoli. Nie są to co prawda zwarte chmury, ale czyni je to najwyżej znajdującymi się aerozolami nad skalistym obiektem (znanymi na tę chwilę 28.04.2024).
Mezosfera jest stosunkowo słabo poznaną częścią atmosfery, ze względu na trudność z dostaniem się do niej.
Granicę mezosfery wyznacza mezopauza. Ostatnie badania wskazują jednak na rozwarstwienie tej granicy, przez co raczej mamy dwie mezopauzy. Jedna na wysokości ok. 85 km, druga na wysokości 100 km. Pomiędzy nimi znajduje się warstwa względnie cieplejszego powietrza (w stosunku do mezosfery poniżej). Co ciekawe latem jest ona chłodniejsza niż zimą. Badania mogą również sugerować, że globalne ocieplenie może działać na mezosferę inaczej niż na troposferę – mianowicie powodować jej ochładzanie. Mechanizm podlega jednak badaniom. Z mezopauzą związane są jeszcze dwie inne granice.
Jedna to tzw. Linia Kármána. Jest to w dużej mierze umowna granica między ziemską atmosferą a przestrzenią kosmiczną i znajduje się na wysokości 100 km. Linia ma znaczenie w celach prawnych i określaniu jurysdykcji. Siły zbrojne USA za linię rozgraniczającą uznają wysokość 80 km (nie pokrywa się ona z linią uznawaną przez NASA). Co ciekawe sam Kármán określił ją na wysokości ok. 91 km.
Linię Karmana wyznaczono także dla innych ciał niebieskich: dla Wenus będzie to wysokość ok. 250 km, dla Marsa ok. 80 km.
Drugą granicą jest tzw. homopauza. Wszystko poniżej tej granicy stanowi homosferę – strefę w której skład chemiczny atmosfery nie ulega zmianie wraz z wysokością. Tak jest właśnie w przypadku troposfery, stratosfery i mezosfery – ich skład chemiczny jest taki sam. Powyżej rozciąga się heterosfera, w której skład chemiczny atmosfery zmienia się wraz z wysokością. Na Ziemi, homopauza w dużej mierze pokrywa się z mezopauzą.
Powyżej mezopauzy rozpoczyna się termosfera. Dolne warstwy termosfery sięgają 85-90 km, gdy górna granica jest słabo określona. Wliczając termopauzę, można przyjąć, że ostateczną granicę stanowi 800 km. W termosferze, skład chemiczny atmosfery zaczyna ulegać zmianie wraz z wysokością. Jednocześnie wraz z wysokością bardzo gwałtownie rośnie temperatura.
Od -80°C w mezopauzie do 1000°C(!) na wysokości 800 km. Oczywiście znikome ciśnienie i rozrzedzenie atmosfery nie oznaczają tu temperatury jako takiej, określa raczej bardzo wysoką aktywność cząstek w tym obszarze. W termosferze wciąż występują wiatry.
Powyżej 160 km zanika zjawisko fali dźwiękowej.
W termosferze znajduje się tzw. LEO (niska orbita okołoziemska) na wysokości 400 km – po tej orbicie krąży m.in. międzynarodowa stacja kosmiczna (ISS). Uznaje się, że najniższa stabilna okołoziemska orbita kołowa, znajduje się na wysokości ok. 125 km, obiekt na orbicie eliptycznej być może utrzyma się przez dłuższy czas na orbicie na wysokości ok. 100 km. W termosferze krąży wiele sztucznych satelitów Ziemi. Jednak jak już pisałem wcześniej nadal występują tu wiatry, a także zmiany gęstości atmosfery (z różnych przyczyn). Wszystko to sprawia, że co jakiś czas należy korygować orbitę zarówno satelitów jak i samej ISS. Na wysokości ok. 540 km krąży Kosmiczny Teleskop Hubble’a. W zasadzie więc, na oba obiekty wciąż mają wpływ czynniki atmosferyczne. To w termosferze powstają „główne” zorze. Nie są one jednak powodowane przez samą termosferę tylko przez jonosferę. W termosferze występują dwie warstwy jonosfery „E” i „F”. W określonych warunkach warstwa „F” może podzielić się na dwie składowe warstwy w ciągu dnia. Jonosfera jest niezwykle ciekawą składową ziemskiego oddziaływania, mającym przeogromny wpływ na komunikację.
Zarówno Wenus, Mars jak i Tytan posiadają termosferę.
Górną granicę termosfery wyznacza termopauza. Strefa ta ma dość dużą grubość rozciągającą się od ok. 400 km (orbita ISS) do nawet 1000 km – dolny zasięg wewnętrznego pasa Van Allena. Termopauza wyznacza granicę istotnego oddziaływania cząstek atmosfery z promieniowaniem słonecznym. To jednak nie koniec podróży.
Powyżej termopauzy rozciąga się bowiem egzosfera. W egzosferze temperatura nie ulega już zmianie i stabilizuje się na poziomie ok. 1226°C. Jest to jednak bardzo wysoka próżnia. Jednym z najciekawszych elementów jakie znajdują się w egzosferze są dwa pasy Van Allena (pasy wysoko naładowanych cząstek). Nie są one jednak związane z samą egzosferą, a z ziemską magnetosferą. Wewnętrzny pas rozciąga się od wysokości 1000 km do ok. 12 000 km. Najbliżej ziemi znajduje się nad Brazylią, co tworzy tzw. anomalię południowoatlantycką. Zewnętrzny pas jest dużo szerszy i zajmuje przestrzeń od wysokości 13 000 km do 64 000 km (pamiętajmy, że orbity satelitów GPS znajdują się mniej więcej na wysokościach 20 000 km – krążą zatem w pasie wysoko naładowanych cząstek). W pasach radiacyjnych występuje tzw. prąd pierścieniowy – ale to już zupełnie inna historia 😉
Historia pokazała, że orbitalne testy broni jądrowej mogą tworzyć sztuczne pasy radiacyjne. Przykładem jest tu test Starfish Prime, przeprowadzony w termosferze (na wysokościach gdzie aktualnie znajduje się ISS). Trzeci pas radiacyjny co prawda uległ już rozproszeniu, jednak wyraźnie wpłynął na ziemską magnetosferę. Cieszę się, że testy jądrowe się zakończyły, także te w kosmosie. Jednak pokusa wykorzystania takiej siły wciąż istnieje. Miejmy na uwadze nieoczekiwane skutki, jakie powoduje taka „zabawa”.

(eksplozja Starfish Prime widziana nad Honolulu, chcę zaznaczyć, że zdjęcie jest zrobione nocą ok. 23:00 czasu hawajskiego – siła eksplozji wynosiła 1,4 megatony)
Tymczasem nad górną granicą egzosfery trwa debata. Istnieje na nią kilka propozycji:
– jedną jest wysokość 10 000 km (uważam ją za zdecydowanie za niską);
– inną jest wysokość (odległość) mniej więcej 200 000 km, gdzie ciśnienie wiatru słonecznego zaczyna przeważać nad ziemską grawitacją;
– jeszcze inną jest zasięg tak zwanej geokorony.
Egzosferę posiada wiele obiektów w Układzie Słonecznym, można do nich zaliczyć m.in. Merkurego czy nasz Księżyc i oczywiście planety (i księżyc) wymieniane już wcześniej.
Zbliżamy się do końca naszej podróży. Otóż dotarliśmy do geokorony. Otoczki wodorowej naszej planety, która widoczna jest w ultrafiolecie. Nawet ona pochłania światło słoneczne w dalekim ultrafiolecie. Pełni więc funkcję ochronną. Najlepiej widać ją w promieniowaniu o częstotliwości Lyman-α (zapamiętajmy tę częstotliwość wodoru, będzie nam często towarzyszyć). Najdalszy zasięg geokorony, może osiągać odległość nawet 630 000 km (niemal dwukrotność odległości do Księżyca).
Wiadomo, że otoczkę wodorową podobną do ziemskiej geokorony posiadają Wenus i Mars.
Tu kończy się nasza podróż w okolicach Księżyca, a nawet dalej. Nie jest to jedyne oddziaływanie Ziemi na tych odległościach. Zostaje jeszcze np. magnetosfera czy plazmosfera. Tutaj jednak zakończymy. Stojąc na Księżycu ze świadomością, że przelatuje on przez najdalsze zakamarki naszej atmosfery. Jest to też zła wiadomość, dla przyszłej stacji Lunar Gateway. Będzie trzeba bowiem uwzględnić wpływ tego „ziemskiego wodoru”, na obserwacje prowadzone na stacji. Nie zapominajmy, że sam Księżyc ma egzosferę. Kosmos i natura są systemem naczyń połączonych. Może nie warto więc ich dewastować np. odpalając atomówki czy generować problemy jak dziura ozonowa. Działajmy bardziej rozważnie. Taki mały apel na Międzynarodowy Dzień Ziemi 😉